MODLITWA O ZACHODZIE SŁOŃCA

Czerwiec. Dni są najdłuższe, wieczory ciepłe, a słońce jakby nie chciało chować się za horyzont. Zachodzi powoli, spokojnie, malując niebo odcieniami złota, różu i pomarańczy.

Bardzo lubię te czerwcowe wieczory. Lubię na chwilę zatrzymać się i patrzeć, jak kończy się dzień. Jak świat powoli wycisza się po całym zabieganiu. Jak gaśnie gwar ulic, a przyroda przygotowuje się do nocnego odpoczynku.

I właśnie wtedy często przychodzi modlitwa. Nie zawsze taka wypowiadana słowami. Czasem jest to po prostu spojrzenie
w niebo i myśl skierowana do Boga. Czasem krótkie „dziękuję” za miniony dzień. Za ludzi, których spotkałam. Za dobro, którego doświadczyłam. Za to, że kolejny dzień został mi podarowany.

Zachód Słońca przypomina mi, że wszystko ma swój czas. Jest czas pracy i czas odpoczynku. Czas radości i czas trudności. Czas rozpoczynania i czas kończenia.

I tak jak słońce każdego wieczoru znika za horyzontem, tak wiele spraw w naszym życiu musi się kiedyś zakończyć. Niektóre spotkania, etapy życia, marzenia czy plany.

Zachód Słońca przypomina coś jeszcze. Że po każdej nocy przychodzi nowy poranek. Że koniec nie zawsze oznacza stratę. Czasem oznacza początek czegoś nowego.

Może dlatego tak lubię modlitwę o tej porze dnia. Bo łatwiej wtedy spojrzeć na swoje życie z pewnego dystansu. Łatwiej oddać Bogu to, co się udało, i to, co nie wyszło. Łatwiej zostawić Mu swoje troski.

Czerwcowe Zachody Słońca uczą mnie także wdzięczności. Tak wiele rzeczy przyjmujemy jako oczywiste. Kolejny dzień. Zdrowie. Bliscy. Możliwość uśmiechu, rozmowy, spaceru. A przecież nic z tego nie jest nam dane na zawsze.

Dlatego warto czasem zatrzymać się wieczorem. Usiąść na ławce, spojrzeć w niebo i pozwolić sercu pomodlić się w ciszy. Bo są takie modlitwy, które rodzą się nie ze słów, ale z zachwytu. A czerwcowy Zachód Słońca bardzo temu sprzyja.

I wtedy człowiek odkrywa, że Bóg jest obecny nie tylko w kościele czy podczas nabożeństwa. Jest także w pięknie stworzonego świata, w ciszy wieczoru i w promieniach słońca, które powoli żegnają mijający dzień.




Emilia

do góry